piszemy o katowicach. jeśli tu mieszkasz lub bywasz, nie czytając nas popełniasz błąd.

Czy Mariacka stacza się na dno?

Serwis naszemiasto.pl opublikował dzisiaj tekst o rzekomym wymknięciu się spod kontroli ulicy Mariackiej. We wstępnie można przeczytać:

Ta ulica się stacza. To, co się wyrabia z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę, to skandal. To jest młodzież, ale ta młodzież to się tak zachowuje, że strach pomyśleć: po prostu seks w bramach, na ławkach, sikają, wymiotują po kątach.

To ciekawe. Byłem na Mariackiej w ten weekend i szczerze mówiąc niczego takiego nie widziałem. Pytałem się znajomych, którzy byli w ostatnim czasie nie raz – nic podobnego. Co więcej, jak na imprezowe centrum miasta jest tam wyjątkowo przyjaźnie i względnie spokojnie.

Jak czytamy zaraz za cytowanym tekstem, są to słowa jednej z lokatorek mieszkania przy ul. Mariackiej. I tu jest, zdaje się, pies pogrzebany. Bo albo ja i moi znajomi mieliśmy wyjątkowe szczęście, albo pani Halina mija się z prawdą. Czemu miałaby się mijać? Cóż… widzę co najmniej dwa powody. Po pierwsze, nie jest tajemnicą, że przetransformowanie Mariackiej w młodzieżową enklawę nie jest na rękę części (większości) lokatorów tamtejszych kamienic. W ich też interesie jest wyolbrzymianie wszelkiego zła, deprawacji i upadku moralnego, który się na Mariackiej pojawia – całowanie w bramie widziane jest jako zwierzęcy, perwersyjny seks (albo pewnik, że zaraz do niego dojdzie!); kilku upitych licealistów to zarzygana młodzież staczająca się na społeczne dno, a bezdomny śpiący na ławce to zapewne imprezujący na deptaku narkoman gotów zarazić każdego z mieszkańców HIVem. Pewnie coś w tym jest, pewnie na Mariackiej dzieją się rzeczy, których warto unikać, ale skala problemu jest raczej dużo mniejsza niż to jest opisywane.

Drugim powodem odmiennej wizji mieszkanki Śródmieścia może być, choćby, różnica pokoleniowa (albo element przyzwyczajenia do pewnych zjawisk). To co dla obecnych, dajmy na to pięćdziesięciolatków jest burdelem, dla ich dzieci jest ‚grubą imprezą’. Gdyby oni wiedzieli ile razy ich syn chwalący się świadectwem z czerwonym paskiem, leżał głową we własnych rzygach, a córka zbierająca datki na biednych, rozkładała nogi, to pewnie opadłyby im ręce – w najlepszym wypadku. Dlatego dla większości tzw. starszego pokolenia, to co dzieje się na Mariackiej jest nie do przyjęcia. To co uchodziło na sucho w zaciszu czterech ścian klubów i pubów, na ulicy obnażone staje się skandalem.

Mimo to, w kontekście innych miast, imprezowanie na Mariackiej jawi się jako przyzwoite i spokojne. Wymiotowanie po kątach? Na Szewskiej w Krakowie, tamtejszej enklawie dyskotek, można mówić o rzyganiu. Nawet przed zmrokiem. Mariacka w zestawieniu z Szewską to szkółka niedzielna. Widziałem rzygających mężczyzn w garniturach przed sławnymi klubami w londyńskim Soho, widziałem oddawanie moczu na sklepowe wystawy w Oslo, o reprezentatywnej Market Street w San Francisco nawet nie mówię (bo to i mnie zszokowało). Naprawdę, Mariacka jest bardzo spokojna.

Zupełnie inną rzeczą jest kwestia alkoholu. Biorąc pod uwagę polskie prawo, policjantów, którzy wlepiają mandaty jak tylko zobaczą ruch otwarcia butelki (zawzięcie prawie hobbystyczne – ile w tym pasji) i niedaleka odległość Pragi czy Berlina, gdzie przepisy dotyczące spożycia alkoholu są niezmiernie liberalne; Mariacka stała się małą stolicą wolności. Ze swoją „niepisaną umową” i lekką dzikością nie-przestrzegania przepisów, miała swój urok. Czy da się go utrzymać?

Głównym problemem wydaje się syf, który po takiej imprezie pozostaje. To już nie tylko papierki i niedopałki papierosów. Teraz to rozbite butelki, kubki, kartony po sokach i takie tam. Pytanie tylko – czy to wielki problem? Z samego rana służby miejskie powinny ulicę posprzątać (i chyba tak się dzieje?) i po sprawie. Tony śmieci wypełniają nocą ulice miast nie tylko Czech czy Polski ale też uporządkowanych Niemiec, Holandii czy Norwegii.

O piciu alkoholu z Żabki (i innych) wypowiadają się też właściciele mariackich lokali. Co oczywiste, na rękę im to zapewne nie jest – przynajmniej tak wydawałoby się na pierwszy rzut oka. Jednak ich wizje bankructwa spowodowanego liberalnymi zwyczajami ulicy są raczej przesadzone. W ten weekend Mariacka wyglądała tak: zajęte ławki, a na nich ludzie pijący alkohol – i ten ze sklepu, i ten z okolicznych barów. Mimo picia własnego alkoholu, Lorneta z Meduzą pękała w szwach, w Katofonii nie dało się znaleźć wolnego stolika, Morrison Hotel pełny, a z KATO tłum wylewał się każdym otworem. Czy tak wygląda bankructwo? Czy może lokale obawiają się o pustki w letnich ogródkach? W to też wątpię – zeszłego lata niektórzy wyczekiwali jak sępy na stolik w ogródku Lornety. Każde siedzące miejsce na deptaku jest pożądane. I wydaje mi się, że większość będzie chciała dać nawet 3-4 zł więcej za piwo, żeby uczestniczyć w życiu ulicy siedząc przy stoliku.

Nie widzę więc, jak na razie, większego problemu w mariackim zwyczaju pozyskiwania własnego alkoholu. Co więcej – ta ulica, paradoksalnie, dzięki temu się rozwinęła i może dzięki temu będzie się rozwijać dalej. Wyobrażacie sobie Mariacką gdzie ludzie siedzą grzecznie w ogródkach piwnych, a Straż Miejska przechadza się środkiem i wlepia mandaty każdemu kto stanie z piwem w miejscu niczyim? Straż Miejska jako patrol jest niewątpliwie potrzebna – ale musi działać z rozwagą, po „zachodniemu” – nie karać, a ewentualnie pouczać, a mandaty wlepiać za bójki i wandalizm. Na szczęście, tych ostatnich na naszej imprezowej ulicy nie ma za wiele – oby to nie minęło, czego wraz z mądrością Straży Miejskiej i Wam, i sobie życzę.

Reklamy

6 Komentarzy

  1. Piotr

    „To, co się wyrabia”. Tak pani Halina ma po troszku racje. Takiej ŚWIETNEJ imprezy jeszcze nie widziałem. „sex w bramach”, przecież bramy są pozamykane wszystkie na klucz. „na ławkach” ludzie się bawią. Z oddawaniem moczu i wymiotowaniem po kontach nie zauważyłem jak pracuje na Mariackiej od ośmiu (8) lat. Pani Halince najwidoczniej podobało się meliniarstwo które stało w bramach w czasach jak ulica była przejezdna (wtedy bito, kradziono itp.), rozumiem UKŁADY.

    Kwiecień 14, 2011 o 10:40 pm

  2. Dotąd uważałem za przesadę wszytkie dramatyczne hasła, że na mariackiej rozpanosiło się bydło. Po wczoraj zaczynam zmieniać zdanie.

    Zaczepne zachowanie, „konkurs” tłuczenia butelek i w skrajnym przypadku pobicie dwóch klientów jednego z pubów (przyjazd karetki) dopełnione widokiem mundurowych w każdej możliwej bocznej uliczce ale nie na samej mariackiej nie napawają optymizmem.

    Wypiliśmy po jednym piwie w pizzerii*, a potem przenieśliśmy się do lokalu trochę na uboczu, zostawiając deptak za plecami.

    Oczywiście wrażenia jednego wieczoru nie przesądzają o przyszłosci tej ulicy. Niemniej polityka pilnowania na niej porządku powinna chyba zostać zmieniona.

    *wszystkie miejsca w pubach zajęte, ale to akurat pozytyw chyba (tylko nie dla spóźnialskich;P)

    Kwiecień 16, 2011 o 3:41 pm

  3. wyszedlem

    CHWDP dla psów sytemu…
    tyle powiem..
    100zł za picie piwa z lornety przy lornecie, tyle ze po lewej stronie wejścia, a nie po prawej to już przesada…

    Kwiecień 17, 2011 o 1:08 am

  4. panKAKAO

    Jak nauczyć służby porządkowe dobrej woli ? Bo czymś innym jest picie nawet na całej Mariackiej alkoholu zakupionego w lokalu, a czymś innym regularne chlanie gorzoły z żabki na ławkach. Pytanie czy strażnik miejski potrafi to rozróżnić ? Czy nie jest to zbyt skomplikowane dla służb mundurowych ? I czy restauratorzy nie powinni się zjednoczyć i grupowo naciskać na urząd miejski ?

    Kwiecień 17, 2011 o 6:44 am

  5. boo

    autor tekstu chyba o zupełnie innej ulicy piszę niż tej w centrum kato. to jest jakaś maskara wszak, co się tam wyrabia. bursztynkowa młodzież wyparta zostaje przez wszelakiej masci tałatajwsto które znalazło sobie miejsce do picia pod chmurką alk z żaby…
    generalnie – sama idea picia na ulicy, gdzie nie ma kontroli będzie brzemienna w negatywne skutki. swoją drogą nigdzie na świecie takiego rozwiązania się praktykuje – tylko każda knajpa ma swój rewir odpowiedzialności, a po za nimi jest (jak w cywilizowanych krajach przystało) prohibicja – jak to w miejscach publicznych. może i tu pójdzie ktoś po rozum do głowy…

    Maj 2, 2011 o 6:47 pm

    • myślę, że rozminięcie się tekstu z rzeczywistością spowodowane jest poniekąd czasem kiedy został napisany – tzn. na samym początku tegorocznego ‚sezonu’ zabaw na Mariackiej. I wtedy nie było aż tak źle. Kilka dni później doszło do pierwszych incydentów z udziałem Policji, masowych mandatów i bójek, dlatego pisaliśmy na naszym fanpage’u na Facebooku, że trochę ten tekst przestaje być aktualny, a to co widzieliśmy w owy piątek zmienia nasze podejście do sprawy Mariackiej.

      co do kwestii „cywilizowanych” krajów – sytuacja wlepiania kilkudziesięciu mandatów dziennie za picie „nie w rewirze” raczej nie ma tam miejsca. Wystarczy spojrzeć na londyńskie Soho. Kontrola – ok, ale z GŁOWĄ.

      Maj 3, 2011 o 3:20 pm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s