piszemy o katowicach. jeśli tu mieszkasz lub bywasz, nie czytając nas popełniasz błąd.

Archive for Luty, 2012

Dolina Trzech Stawów – od łąki do betonu.

Jak podaje Gazeta.pl, JHM Developments ma wybudować kilka budynków mieszkalnych w Dolinie Trzech Stawów – projekt pracowni Arkat Dietera Palety. Z wizualizacji i wstępnego opisu wynika, że mają powstać tuż przy jednym ze Stawów – podobnie jak zapowiadane wcześniej osiedle Francuska Park.
I teraz nasuwa się pytanie – po co? Ja rozumiem, że to łakomy kąsek dla dewelopera, bo tereny zdają się być atrakcyjne. Ceny będą wysokie, a pewnie chętni się znajdą – ale co będzie miało z tego Miasto? Miasto, nie tylko w znaczeniu mieszkańców, tych którzy na Dolinie spędzają każdy słoneczny dzień lata, tych którzy zabierają tam swoje dzieci, albo wyrywają się z betonowego lasu blokowisk; ale też Miasto w znaczeniu ogólnym – w sensie wizji, w sensie perspektyw, w sensie miejsca do życia, w sensie urbanistycznym i w końcu, w sensie zmiany wizerunku.
Katowice są, wbrew wszelkim ogólnopolskim wyobrażeniom, najbardziej zielonym miastem wojewódzkim w kraju – w pewnym sensie jest to czysta statystyka, ale kiedy spojrzy się na stolicę Górnego Śląska z powiedzmy, dachu wieżowca, liczby te przekładają się na rzeczywistość. Miejska, duszna siatka ulic i kamienic, blokowisk i kopalń tonie w gąszczu lasów, parków i – właśnie – stawów.
Władze miasta i wszyscy ci, którzy odpowiedzialni są za promocję Katowic, lubią to podkreślać, lubią pokazywać te ujęcia z lotu ptaka, to morze drzew i uśmiechniętych ludzi spędzających weekendy na polanach i w parkach. Chcą odczarować obraz miasta, ale kiedy trzeba podjąć konkretne decyzje, często zapominają o tym wszystkim co sami mówili, o tym co próbowali innym włożyć do głowy i na tych zadowolonych ludzi jeżdżących na rowerach m.in. na Dolinie Trzech Stawów się wypinają.
Ci, którzy rządzą w polskich miastach coraz częściej zdają sobie sprawę, że miejska przestrzeń publiczna to nie tylko odnowione kamienice, czyste chodniki i oświetlone kościoły, ale też wszystko to, co sprawia, że chcąc uciec z miasta, mieszkańcy nie muszą wsiadać w auto i jechać 30, 40 czy 70km. Coraz częściej też uczą się jak w prosty sposób, nawet gdzieś między wysokimi szklanymi wieżami, takie miejsca wykreować prostymi środkami. Wzorce kanadyjskich czy amerykańskich mebli miejskich jeszcze nieśmiało, ale już z pewną dozą zrozumienia, przebijają się do rodzimych metropolii, a ludzie, zwłaszcza ci młodzi, zauważają, że czasem do szczęścia, do odpoczynku, wystarczy dobrze skrojony i zadbany fragment trawnika – tak jak dzieje się to np. w samym centrum Londynu czy Berlina.
Takie właśnie miejsca są dla nowoczesnych, dużych miast niesłychanie ważna – dla Katowic, jeszcze ważniejsze. Miasto, które pokutuje kolejną już dekadę całym garniturem stereotypów, tych szarych, zadymionych i mało przyciągających, musi odbudować swoją renomę nie tylko sukcesywną przebudową śródmieścia, ale właśnie pielęgnowaniem alternatywy dla niego (i dla tego, co w mieście najbardziej odpychające dla przyjezdnych – kopalń i blokowisk).
Trochę się w tym kierunku dzieje – mienionego lata Trzy Stawy tętniły życiem i dało się zauważyć kilka zmian w zagospodarowaniu przestrzennym Doliny. Wciąż to jeszcze przypomina bardziej rumuński bazar, niż wielkomiejski park z prawdziwego zdarzenia, ale jeśli coś się zmienia – to dobrze. Wypada mieć tylko nadzieję, że ostatecznie zabierze się za to ktoś kto rozumie współczesną estetykę, ktoś kto widział w swoim życiu coś więcej niż plastikowe krzesła na festynie w Tarnowskich Górach czy parasole Żywca na Pikniku Country.
Początkowo niepopularne decyzje Arkadiusza Godlewskiego, dotyczące Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku, ostatecznie zdają się układać w taką właśnie, spójną i nowoczesną, wizję parku bez rodzimego dziadostwa i odpustu, bez tanich, pstrych reklam, budek i stoisk rozrzuconych stylistycznie po całej palecie kiczu. Co z tego będzie – zobaczymy. Czy jestem naiwny – zobaczymy.
Wracając jednak do początku, do tych zapowiadanych apartamentowców – jak to się ma do odradzającej się Doliny Trzech Stawów i do tłumów spędzających tam niedziele i święta? Jak to się ma do odczarowania Katowic i jak się ma do miasta przyjaznego mieszkańcom? Jak to się ma do szanowania przestrzeniu publicznej, a jak się ma pielęgnowania miejsc-kontrapunktów dla stereotypowych śląskich kopalń? Pytanie raczej retoryczne.
W tym momencie przypominają mi się piękne wybrzeża Ameryki Środkowej i Południowej, zasłonięte na dziesiątkach kilometrów dwudziestopiętrowymi hotelami. Wybrzeża zdewastowane przez słabość wobec deweloperskich zachcianek. Rajskie plaże już dawno niedostępna dla miejscowej ludności – plaże, których już z miasta prawie nie widać.
Czy budowanie kolejnych osiedli mieszkaniowych przy wodzie, która dla wielu katowickich mieszkańców jest jedyną szansą na relaks inny niż dwumetrowy balkon, młodym zastępuje duszne biblioteki, a dla ludzi z całej Polski staje się obowiązkowym punktem na mapie letnich festiwali, jest działaniem, które dodaje kolejnych punktów Katowicom w nieformalnym rankingu miast przyjaznych do życia? Cóż, ci którzy w apartamentach nad wodą zamieszkają pewnie nie będą narzekać.

Reklamy