piszemy o katowicach. jeśli tu mieszkasz lub bywasz, nie czytając nas popełniasz błąd.

Archiwum autora

Film

Koncerty w Kato #21

Reklamy

Co z tym parkiem?


Cytat na dziś, cytat na wiosnę

W przypadku tego miasta liczby kłamią. Katowice są inne, niż się wydaje. Jeśli weźmiemy je jako pojedynczy organizm, to mamy małe miasto. Jeśli zaś chcemy pokazać scenariusz dla całej aglomeracji, to wychodzi nieistniejące miasto o ogromnych potrzebach i niepotrafiące podejmować wspólnych decyzji.

– prof. Witold Orłowski

całość artykułu


Koncerty w Kato #20

VJ SETS z Tauron Nowa Muzyka 2010


Deserted

Trochę starego Dworca w animacji Michała Rodzińskiego.


Dolina Trzech Stawów – od łąki do betonu.

Jak podaje Gazeta.pl, JHM Developments ma wybudować kilka budynków mieszkalnych w Dolinie Trzech Stawów – projekt pracowni Arkat Dietera Palety. Z wizualizacji i wstępnego opisu wynika, że mają powstać tuż przy jednym ze Stawów – podobnie jak zapowiadane wcześniej osiedle Francuska Park.
I teraz nasuwa się pytanie – po co? Ja rozumiem, że to łakomy kąsek dla dewelopera, bo tereny zdają się być atrakcyjne. Ceny będą wysokie, a pewnie chętni się znajdą – ale co będzie miało z tego Miasto? Miasto, nie tylko w znaczeniu mieszkańców, tych którzy na Dolinie spędzają każdy słoneczny dzień lata, tych którzy zabierają tam swoje dzieci, albo wyrywają się z betonowego lasu blokowisk; ale też Miasto w znaczeniu ogólnym – w sensie wizji, w sensie perspektyw, w sensie miejsca do życia, w sensie urbanistycznym i w końcu, w sensie zmiany wizerunku.
Katowice są, wbrew wszelkim ogólnopolskim wyobrażeniom, najbardziej zielonym miastem wojewódzkim w kraju – w pewnym sensie jest to czysta statystyka, ale kiedy spojrzy się na stolicę Górnego Śląska z powiedzmy, dachu wieżowca, liczby te przekładają się na rzeczywistość. Miejska, duszna siatka ulic i kamienic, blokowisk i kopalń tonie w gąszczu lasów, parków i – właśnie – stawów.
Władze miasta i wszyscy ci, którzy odpowiedzialni są za promocję Katowic, lubią to podkreślać, lubią pokazywać te ujęcia z lotu ptaka, to morze drzew i uśmiechniętych ludzi spędzających weekendy na polanach i w parkach. Chcą odczarować obraz miasta, ale kiedy trzeba podjąć konkretne decyzje, często zapominają o tym wszystkim co sami mówili, o tym co próbowali innym włożyć do głowy i na tych zadowolonych ludzi jeżdżących na rowerach m.in. na Dolinie Trzech Stawów się wypinają.
Ci, którzy rządzą w polskich miastach coraz częściej zdają sobie sprawę, że miejska przestrzeń publiczna to nie tylko odnowione kamienice, czyste chodniki i oświetlone kościoły, ale też wszystko to, co sprawia, że chcąc uciec z miasta, mieszkańcy nie muszą wsiadać w auto i jechać 30, 40 czy 70km. Coraz częściej też uczą się jak w prosty sposób, nawet gdzieś między wysokimi szklanymi wieżami, takie miejsca wykreować prostymi środkami. Wzorce kanadyjskich czy amerykańskich mebli miejskich jeszcze nieśmiało, ale już z pewną dozą zrozumienia, przebijają się do rodzimych metropolii, a ludzie, zwłaszcza ci młodzi, zauważają, że czasem do szczęścia, do odpoczynku, wystarczy dobrze skrojony i zadbany fragment trawnika – tak jak dzieje się to np. w samym centrum Londynu czy Berlina.
Takie właśnie miejsca są dla nowoczesnych, dużych miast niesłychanie ważna – dla Katowic, jeszcze ważniejsze. Miasto, które pokutuje kolejną już dekadę całym garniturem stereotypów, tych szarych, zadymionych i mało przyciągających, musi odbudować swoją renomę nie tylko sukcesywną przebudową śródmieścia, ale właśnie pielęgnowaniem alternatywy dla niego (i dla tego, co w mieście najbardziej odpychające dla przyjezdnych – kopalń i blokowisk).
Trochę się w tym kierunku dzieje – mienionego lata Trzy Stawy tętniły życiem i dało się zauważyć kilka zmian w zagospodarowaniu przestrzennym Doliny. Wciąż to jeszcze przypomina bardziej rumuński bazar, niż wielkomiejski park z prawdziwego zdarzenia, ale jeśli coś się zmienia – to dobrze. Wypada mieć tylko nadzieję, że ostatecznie zabierze się za to ktoś kto rozumie współczesną estetykę, ktoś kto widział w swoim życiu coś więcej niż plastikowe krzesła na festynie w Tarnowskich Górach czy parasole Żywca na Pikniku Country.
Początkowo niepopularne decyzje Arkadiusza Godlewskiego, dotyczące Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku, ostatecznie zdają się układać w taką właśnie, spójną i nowoczesną, wizję parku bez rodzimego dziadostwa i odpustu, bez tanich, pstrych reklam, budek i stoisk rozrzuconych stylistycznie po całej palecie kiczu. Co z tego będzie – zobaczymy. Czy jestem naiwny – zobaczymy.
Wracając jednak do początku, do tych zapowiadanych apartamentowców – jak to się ma do odradzającej się Doliny Trzech Stawów i do tłumów spędzających tam niedziele i święta? Jak to się ma do odczarowania Katowic i jak się ma do miasta przyjaznego mieszkańcom? Jak to się ma do szanowania przestrzeniu publicznej, a jak się ma pielęgnowania miejsc-kontrapunktów dla stereotypowych śląskich kopalń? Pytanie raczej retoryczne.
W tym momencie przypominają mi się piękne wybrzeża Ameryki Środkowej i Południowej, zasłonięte na dziesiątkach kilometrów dwudziestopiętrowymi hotelami. Wybrzeża zdewastowane przez słabość wobec deweloperskich zachcianek. Rajskie plaże już dawno niedostępna dla miejscowej ludności – plaże, których już z miasta prawie nie widać.
Czy budowanie kolejnych osiedli mieszkaniowych przy wodzie, która dla wielu katowickich mieszkańców jest jedyną szansą na relaks inny niż dwumetrowy balkon, młodym zastępuje duszne biblioteki, a dla ludzi z całej Polski staje się obowiązkowym punktem na mapie letnich festiwali, jest działaniem, które dodaje kolejnych punktów Katowicom w nieformalnym rankingu miast przyjaznych do życia? Cóż, ci którzy w apartamentach nad wodą zamieszkają pewnie nie będą narzekać.


Koncerty w Kato #19