piszemy o katowicach. jeśli tu mieszkasz lub bywasz, nie czytając nas popełniasz błąd.

Artykuły

Cytat na dziś, cytat na wiosnę

W przypadku tego miasta liczby kłamią. Katowice są inne, niż się wydaje. Jeśli weźmiemy je jako pojedynczy organizm, to mamy małe miasto. Jeśli zaś chcemy pokazać scenariusz dla całej aglomeracji, to wychodzi nieistniejące miasto o ogromnych potrzebach i niepotrafiące podejmować wspólnych decyzji.

– prof. Witold Orłowski

całość artykułu

Reklamy

Dolina Trzech Stawów – od łąki do betonu.

Jak podaje Gazeta.pl, JHM Developments ma wybudować kilka budynków mieszkalnych w Dolinie Trzech Stawów – projekt pracowni Arkat Dietera Palety. Z wizualizacji i wstępnego opisu wynika, że mają powstać tuż przy jednym ze Stawów – podobnie jak zapowiadane wcześniej osiedle Francuska Park.
I teraz nasuwa się pytanie – po co? Ja rozumiem, że to łakomy kąsek dla dewelopera, bo tereny zdają się być atrakcyjne. Ceny będą wysokie, a pewnie chętni się znajdą – ale co będzie miało z tego Miasto? Miasto, nie tylko w znaczeniu mieszkańców, tych którzy na Dolinie spędzają każdy słoneczny dzień lata, tych którzy zabierają tam swoje dzieci, albo wyrywają się z betonowego lasu blokowisk; ale też Miasto w znaczeniu ogólnym – w sensie wizji, w sensie perspektyw, w sensie miejsca do życia, w sensie urbanistycznym i w końcu, w sensie zmiany wizerunku.
Katowice są, wbrew wszelkim ogólnopolskim wyobrażeniom, najbardziej zielonym miastem wojewódzkim w kraju – w pewnym sensie jest to czysta statystyka, ale kiedy spojrzy się na stolicę Górnego Śląska z powiedzmy, dachu wieżowca, liczby te przekładają się na rzeczywistość. Miejska, duszna siatka ulic i kamienic, blokowisk i kopalń tonie w gąszczu lasów, parków i – właśnie – stawów.
Władze miasta i wszyscy ci, którzy odpowiedzialni są za promocję Katowic, lubią to podkreślać, lubią pokazywać te ujęcia z lotu ptaka, to morze drzew i uśmiechniętych ludzi spędzających weekendy na polanach i w parkach. Chcą odczarować obraz miasta, ale kiedy trzeba podjąć konkretne decyzje, często zapominają o tym wszystkim co sami mówili, o tym co próbowali innym włożyć do głowy i na tych zadowolonych ludzi jeżdżących na rowerach m.in. na Dolinie Trzech Stawów się wypinają.
Ci, którzy rządzą w polskich miastach coraz częściej zdają sobie sprawę, że miejska przestrzeń publiczna to nie tylko odnowione kamienice, czyste chodniki i oświetlone kościoły, ale też wszystko to, co sprawia, że chcąc uciec z miasta, mieszkańcy nie muszą wsiadać w auto i jechać 30, 40 czy 70km. Coraz częściej też uczą się jak w prosty sposób, nawet gdzieś między wysokimi szklanymi wieżami, takie miejsca wykreować prostymi środkami. Wzorce kanadyjskich czy amerykańskich mebli miejskich jeszcze nieśmiało, ale już z pewną dozą zrozumienia, przebijają się do rodzimych metropolii, a ludzie, zwłaszcza ci młodzi, zauważają, że czasem do szczęścia, do odpoczynku, wystarczy dobrze skrojony i zadbany fragment trawnika – tak jak dzieje się to np. w samym centrum Londynu czy Berlina.
Takie właśnie miejsca są dla nowoczesnych, dużych miast niesłychanie ważna – dla Katowic, jeszcze ważniejsze. Miasto, które pokutuje kolejną już dekadę całym garniturem stereotypów, tych szarych, zadymionych i mało przyciągających, musi odbudować swoją renomę nie tylko sukcesywną przebudową śródmieścia, ale właśnie pielęgnowaniem alternatywy dla niego (i dla tego, co w mieście najbardziej odpychające dla przyjezdnych – kopalń i blokowisk).
Trochę się w tym kierunku dzieje – mienionego lata Trzy Stawy tętniły życiem i dało się zauważyć kilka zmian w zagospodarowaniu przestrzennym Doliny. Wciąż to jeszcze przypomina bardziej rumuński bazar, niż wielkomiejski park z prawdziwego zdarzenia, ale jeśli coś się zmienia – to dobrze. Wypada mieć tylko nadzieję, że ostatecznie zabierze się za to ktoś kto rozumie współczesną estetykę, ktoś kto widział w swoim życiu coś więcej niż plastikowe krzesła na festynie w Tarnowskich Górach czy parasole Żywca na Pikniku Country.
Początkowo niepopularne decyzje Arkadiusza Godlewskiego, dotyczące Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku, ostatecznie zdają się układać w taką właśnie, spójną i nowoczesną, wizję parku bez rodzimego dziadostwa i odpustu, bez tanich, pstrych reklam, budek i stoisk rozrzuconych stylistycznie po całej palecie kiczu. Co z tego będzie – zobaczymy. Czy jestem naiwny – zobaczymy.
Wracając jednak do początku, do tych zapowiadanych apartamentowców – jak to się ma do odradzającej się Doliny Trzech Stawów i do tłumów spędzających tam niedziele i święta? Jak to się ma do odczarowania Katowic i jak się ma do miasta przyjaznego mieszkańcom? Jak to się ma do szanowania przestrzeniu publicznej, a jak się ma pielęgnowania miejsc-kontrapunktów dla stereotypowych śląskich kopalń? Pytanie raczej retoryczne.
W tym momencie przypominają mi się piękne wybrzeża Ameryki Środkowej i Południowej, zasłonięte na dziesiątkach kilometrów dwudziestopiętrowymi hotelami. Wybrzeża zdewastowane przez słabość wobec deweloperskich zachcianek. Rajskie plaże już dawno niedostępna dla miejscowej ludności – plaże, których już z miasta prawie nie widać.
Czy budowanie kolejnych osiedli mieszkaniowych przy wodzie, która dla wielu katowickich mieszkańców jest jedyną szansą na relaks inny niż dwumetrowy balkon, młodym zastępuje duszne biblioteki, a dla ludzi z całej Polski staje się obowiązkowym punktem na mapie letnich festiwali, jest działaniem, które dodaje kolejnych punktów Katowicom w nieformalnym rankingu miast przyjaznych do życia? Cóż, ci którzy w apartamentach nad wodą zamieszkają pewnie nie będą narzekać.


Ars Cameralis i post scriptum

Wczoraj w Hipnozie wystąpił nimiecki Faust w ramach pierwszych koncertów otwierających festiwal Ars Cameralis. Było ciekawie, choć raczej poniżej oczekiwań. Nazwę sobie dobrali adekwatną, bo ich show przypomina trochę teatralną interpretacje Goethego, choć przez rytmikę kojarzyć się może z nowojorskimi odczytami Skowytu Allena Ginsberga. Ocenę całego performensu pozostawiam każdemu kto był i widział, jednocześnie polecam pojawianie się na kolejnych atrakcjach festiwalu.

Wspomniane post scriptum: ciągle dochodzą do nas wieści o kolejnych pobiciach na ul. Mariackiej lub w jej okolicy. Za każdym razem jesteśmy zdumieni – ile jeszcze trzeba, żeby poważnie potraktować bezpieczeństwo w centrum Katowic, a zwłaszcza wspomnianego deptaka? Czy tak trudno o stały patrol TAKIEGO miejsca? Czy nie należałoby pomyśleć o gentryfikacji śródmieścia? Pytania retoryczne.


Cytat na dziś (i następne pięć lat)

Między innymi dlatego zachęcam do zamieszkania w Katowicach. Musimy się pomęczyć jeszcze cztery czy pięć lat, żeby uporządkować centrum, ale też zakres inwestycji jest niesamowity.

– listopad 2011. Piotr Uszok, Prezydent Katowic

Cztery czy pięć lat? Halo, jest rok 2-0-1-1.
Cały wywiad tutaj.

Tauron FNM 2011 – oficjalny klip

Lato w Kato było piękne – nawet nie spodziewałem się, że spędzenie prawie całego sierpnia i września w mieście, w którym mieszkam na co dzień, będę wspominać tak dobrze i z taką nostalgią. Gdyby ktoś mi powiedział w czerwcu, że prawie nigdzie stąd nie wyjadę – mógłbym się zastrzelić. Stało się i żyję, i w ogóle nie czuję, że to był czas stracony. Co więcej, zdałem sobie sprawę, że ja nigdy nie widziałem tak na serio Katowic latem.
Trochę się zaplątałem, bo puenta ma być taka, że było fajnie m.in. przez dobre eventy, a jednym z najlepszych był festiwal Tauron, który odkrył nawet dla mnie, to miasto na nowo. A wszystkie te rzewne zdania napisałem z powodu ukazania się poniższego materiału dokumentującego ostatni FNM. Enjoy:


Cytat na dziś i coś więcej

„Za dużo tutaj jest ludzi”

– Jasiu W.

Cytat z pozoru niejasny i podpis no-name’owy, ale już wyjaśniam. To luźna wypowiedź przy piwie, refleksja na temat piątkowej atmosfery na ulicy Mariackiej. Może i zwykła, i banalna, ale dla mnie znamienna, bo pamiętam czasy tego miasta, kiedy takie hasło nie miałoby prawa bytu. Nikt nie odważyłby się na te słowa z dwóch powodów: po pierwsze, ludzi najzwyklej w centrum Katowic po zmroku nie było; po drugie, jak już się pojawili z jakichś dziwnych powodów i okazji, to wszyscy byli tym zachłyśnięci – wtedy dowolna liczba i wielkość tłumu była powodem do zadowolenia.

Teraz powoli przyzwyczajamy się do tego, że się dzieje. Co prawda nieco monotematycznie, choćby pod względem miejsca – jedna ulica jeszcze centrum nie tworzy, ale nauczyliśmy się wybrzydzać. Problem jest jednak taki, że Mariacka zaburzyła schemat tradycyjnego imprezowania, dotychczasowej konstrukcji weekendowych wieczorów. Pierwotna forma była taka, że szło się na piwo czy inne cudo, na tak zwany w kręgach poliglotów BIFOR, domowy czy uliczny – nieważne. Potem jednak, jak to po biforze, przychodziła kulminacja czyli klub. Na koniec możliwy AFTER. Wyjście do czegoś dążyło – teraz jednak wydaje się dążyć jedynie do upicia się. Na Mariackiej bifor przechodzi w after, bardzo płynnie i granicy ostrej nikt nigdy nie zna i nie pozna.

Czemu? Odpowiedź zdaje się prosta – Katowice nie mają parkietu. Tzn. mają, ale niekoniecznie taki, który odpowiadałby szerokiej rzeszy mieszkańców. Niekoniecznie dla tych, którzy są częstymi gośćmi Mariackiej, którzy machają głową w rytm łagodnych bitów i niezbyt lubią miniówki w panterkę. Ciężko ubrać mi tą grupę w konkretne słowo, upchać do szuflady, bo to w sumie grupa dość różnorodna, choć mająca wiele cech wspólnych.
Brak w Katowicach dobrej, nazwijmy to alternatywnej, imprezowni. Miejsca gdzie nie leci marne r’n’b, gdzie nie ma laserów i, co ważne, nie molestuje się do zarzygania dubstepem. Miejsca gdzie będą dobrzy DJe z gustem i wzrokiem skierowanym raczej na Berlin czy Detroit, niż na Ibizę lub Mielno. Katowice tego potrzebują, my tego potrzebujemy.

Kiedyś potencjał miało Rondo ale udławiło się falą nowego pokolenia, modą dubstepu i chamską obsługą. Potencjał był też w INQ, ale ostatecznie chyba umarł. Flow? Zgon. Pamiętam jedną z imprez FAKE, zorganizowaną w nieistniejącym już Electro. To było coś. Fajni ludzie, dobra muzyka, klimat właściwy dla udanej zabawy – ale to było niestety jednorazowe, a korytarze pod Hipnozą już nigdy później nie widziały takiego wydarzenia.
W Katowicach ludzie tańczą na ulicy, bo stają się nieco bezdomni, bez dachu nad głową. Jak jest ciepło to pół biedy – ale co będzie zimą? Koncerty w oknie, z kubkiem herbaty w ręku? Koniec?

Brak parkietu to kolejny powód, który daje nam pełne prawo do tytułu ‚ALTERNATYWNA Stolica Kultury’. Mamy naprawdę alternatywny schemat imprezowania. Za każdym razem kiedy goszczę ludzi „spoza”, widzę wielkie oczy kiedy siedząc otoczony setkami ludzi pijącymi piwo, oświadczam, że „dobry klub to nie u nas”. Niestety. Bez przyzwoitej sceny klubowej będziemy wciąż tymi Katowicami, które wbite są w świadomość większości Polaków. Oddzielmy bifor od afteru i zacznijmy być alternatywni, w sposób mniej przekorny.

P.S. To miała być notka o otwarciu „Noodle w Pudle” na Mariackiej, ale chyba mi się nie udało.

 


Koncerty w Kato #15 //Tauron Nowa Muzyka//

 

Tauron się skończył zamykając niejako wakacyjny sezon Wielkich Wydarzeń plenerowych w Katowicach, które wpisały lub wpisują się na stałe to kalendarza lokalnych atrakcji wakacyjnych. To jest taki festiwal, który nie tylko promuje dobrą muzykę, nie tylko ściąga na Górny Śląsk masę ludzi i uatrakcyjnia czas wakacyjny, ale wydaje się być wizualno-regionalno-muzycznym monolitem, który podkreśla walory regionu i każde przyjezdnym (ale też i lokalnym) spojrzeć na nowo na Katowice. OFF, jeden z najlepszych festiwali w Polsce, przyciąga masy, ale nie jest w stanie zintegrować słuchaczy z pulsem i landszaftem miasta, tak jak to zrobiła Nowa Muzyka. A Katowice widoczne z tauronowych miejscówek na prawdę czarowały i zachwycały.

Co się tyczy samego festiwalu, to nie obyło się bez organizacyjnych wpadek: problemy ze sceną podczas ulewy, dziwacznie rozlokowane (niewystarczające?) zaplecze sanitarne, spore kolejki do strefy alko-gastro. Może bym nawet tego aż tak bardzo nie odczuł, gdyby nie wciąż tkwiąca w mojej pamięci perfekcyjna organizacja OFFa. Plus, poza wspomnianymi wcześniej, to oczywiście klimat oświetlonej kopalni i wartość muzyczna. Różnorodnie, ciekawie, na dobrym poziomie i zgodnie z wysokimi oczekiwaniami. Czekamy na więcej.

W rozwinięciu jeszcze kilka gorszej lub lepszej jakości klipów: Lamb, Mary Anne Hobbs, Jamie Woon i Modeselektor.

(więcej…)