piszemy o katowicach. jeśli tu mieszkasz lub bywasz, nie czytając nas popełniasz błąd.

Posts tagged “Mariacka

widok z wieży Kościoła Mariackiego

Reklamy

Ars Cameralis i post scriptum

Wczoraj w Hipnozie wystąpił nimiecki Faust w ramach pierwszych koncertów otwierających festiwal Ars Cameralis. Było ciekawie, choć raczej poniżej oczekiwań. Nazwę sobie dobrali adekwatną, bo ich show przypomina trochę teatralną interpretacje Goethego, choć przez rytmikę kojarzyć się może z nowojorskimi odczytami Skowytu Allena Ginsberga. Ocenę całego performensu pozostawiam każdemu kto był i widział, jednocześnie polecam pojawianie się na kolejnych atrakcjach festiwalu.

Wspomniane post scriptum: ciągle dochodzą do nas wieści o kolejnych pobiciach na ul. Mariackiej lub w jej okolicy. Za każdym razem jesteśmy zdumieni – ile jeszcze trzeba, żeby poważnie potraktować bezpieczeństwo w centrum Katowic, a zwłaszcza wspomnianego deptaka? Czy tak trudno o stały patrol TAKIEGO miejsca? Czy nie należałoby pomyśleć o gentryfikacji śródmieścia? Pytania retoryczne.


Koncerty w Kato #17


Koncerty W Kato #16

Podczas świętowania Dni Katowic wizytować centrum mogłem tylko w piątek. Wybrałem okolice Hipnozy i mimo wielkiej obsuwy było fajnie. W sumie każdy z trzech koncertów mi się podobał, a zaskoczyło na duży plus The Field. Tego co działo się gdzie indziej i w inne dni, nie widziałem, ale ponoć cała impreza dała radę, choć grono naczelnych malkontentów znów widziało, zamiast bardzo dobrych koncertów, głównie obrzygane bramy i pijanych dzieciaków. Oni zapewne znaleźli coś dla siebie w Tańcu z Gwiazdami.


Cytat na dziś i coś więcej

„Za dużo tutaj jest ludzi”

– Jasiu W.

Cytat z pozoru niejasny i podpis no-name’owy, ale już wyjaśniam. To luźna wypowiedź przy piwie, refleksja na temat piątkowej atmosfery na ulicy Mariackiej. Może i zwykła, i banalna, ale dla mnie znamienna, bo pamiętam czasy tego miasta, kiedy takie hasło nie miałoby prawa bytu. Nikt nie odważyłby się na te słowa z dwóch powodów: po pierwsze, ludzi najzwyklej w centrum Katowic po zmroku nie było; po drugie, jak już się pojawili z jakichś dziwnych powodów i okazji, to wszyscy byli tym zachłyśnięci – wtedy dowolna liczba i wielkość tłumu była powodem do zadowolenia.

Teraz powoli przyzwyczajamy się do tego, że się dzieje. Co prawda nieco monotematycznie, choćby pod względem miejsca – jedna ulica jeszcze centrum nie tworzy, ale nauczyliśmy się wybrzydzać. Problem jest jednak taki, że Mariacka zaburzyła schemat tradycyjnego imprezowania, dotychczasowej konstrukcji weekendowych wieczorów. Pierwotna forma była taka, że szło się na piwo czy inne cudo, na tak zwany w kręgach poliglotów BIFOR, domowy czy uliczny – nieważne. Potem jednak, jak to po biforze, przychodziła kulminacja czyli klub. Na koniec możliwy AFTER. Wyjście do czegoś dążyło – teraz jednak wydaje się dążyć jedynie do upicia się. Na Mariackiej bifor przechodzi w after, bardzo płynnie i granicy ostrej nikt nigdy nie zna i nie pozna.

Czemu? Odpowiedź zdaje się prosta – Katowice nie mają parkietu. Tzn. mają, ale niekoniecznie taki, który odpowiadałby szerokiej rzeszy mieszkańców. Niekoniecznie dla tych, którzy są częstymi gośćmi Mariackiej, którzy machają głową w rytm łagodnych bitów i niezbyt lubią miniówki w panterkę. Ciężko ubrać mi tą grupę w konkretne słowo, upchać do szuflady, bo to w sumie grupa dość różnorodna, choć mająca wiele cech wspólnych.
Brak w Katowicach dobrej, nazwijmy to alternatywnej, imprezowni. Miejsca gdzie nie leci marne r’n’b, gdzie nie ma laserów i, co ważne, nie molestuje się do zarzygania dubstepem. Miejsca gdzie będą dobrzy DJe z gustem i wzrokiem skierowanym raczej na Berlin czy Detroit, niż na Ibizę lub Mielno. Katowice tego potrzebują, my tego potrzebujemy.

Kiedyś potencjał miało Rondo ale udławiło się falą nowego pokolenia, modą dubstepu i chamską obsługą. Potencjał był też w INQ, ale ostatecznie chyba umarł. Flow? Zgon. Pamiętam jedną z imprez FAKE, zorganizowaną w nieistniejącym już Electro. To było coś. Fajni ludzie, dobra muzyka, klimat właściwy dla udanej zabawy – ale to było niestety jednorazowe, a korytarze pod Hipnozą już nigdy później nie widziały takiego wydarzenia.
W Katowicach ludzie tańczą na ulicy, bo stają się nieco bezdomni, bez dachu nad głową. Jak jest ciepło to pół biedy – ale co będzie zimą? Koncerty w oknie, z kubkiem herbaty w ręku? Koniec?

Brak parkietu to kolejny powód, który daje nam pełne prawo do tytułu ‚ALTERNATYWNA Stolica Kultury’. Mamy naprawdę alternatywny schemat imprezowania. Za każdym razem kiedy goszczę ludzi „spoza”, widzę wielkie oczy kiedy siedząc otoczony setkami ludzi pijącymi piwo, oświadczam, że „dobry klub to nie u nas”. Niestety. Bez przyzwoitej sceny klubowej będziemy wciąż tymi Katowicami, które wbite są w świadomość większości Polaków. Oddzielmy bifor od afteru i zacznijmy być alternatywni, w sposób mniej przekorny.

P.S. To miała być notka o otwarciu „Noodle w Pudle” na Mariackiej, ale chyba mi się nie udało.

 


never ending story

Ja tego wciąż nie rozumiem. Czy tak ciężko wyciągać logiczne wnioski? Uczyć się na własnych błędach? Czy tak ciężko zrozumieć, że podstawowym elementem, o który powinni zatroszczyć się organizatorzy i urzędnicy wobec bawiących się osób, jest bezpieczeństwo?

Jak to jest możliwe, że w Śródmieściu Katowic, jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic w Polsce wg akt policyjnych, na deptaku, na którym bawi się w weekend tysiące osób, nie ma skutecznie działającego patrolu? Ja tego nie rozumiem. Jak to możliwe, że praktycznie co tydzień dochodzi do wielkiej bójki, a interwencji wciąż brak? Jak to możliwe, że kilku/kilkunastu mężczyzn w samym centrum ulicy Mariackiej katuje dwóch innych, bije i kopie leżącego po twarzy, wybijając mu zęby i łamiąc nos, ten leży na chodniku ratowany przez przechodniów przez kilka minut, a Policji albo Straży Miejskiej jak nie było, tak nie ma? Przyjeżdża Pogotowie, Policji brak. Takie sceny mogą się wydarzyć w cichym miejscu na Ligocie albo Bogucicach, ale na środku Mariackiej? W Sobotę, o 22:00? W końcu Policja się zjawia, spokojnie przejeżdżając radiowozem przez deptak, jakby jechali do skradzionego portfela. Brawo.

Pokazując pewne skrajności: Bergen – drugie największe miasto Norwegii, kraju, który pomijając ostatnie wydarzenia, jest ostoją spokoju i bezpieczeństwa. Serio, nigdzie nie czułem się bezpieczniej. Bójek nie widziałem, a jedyną agresywną osobą w ciągu mojego dwumiesięcznego pobytu był jeden Polak i jeden Hiszpan. Mimo to, nie ma przebacz – na głównym deptaku prowadzącym do imprezowego portu, patrol policyjny stoi całą noc. Podobnie sprawa wygląda w owym porcie, gdzie bawi się połowa zachodniego wybrzeża Norwegii. Tak po prostu, JAKBY CO. I żeby było jasne – oni nie stoją tam, żeby wlepiać mandaty za picie w miejscu publicznym. W takich przypadkach, ewentualnie upominają.

Czemu rola Policji na katowickim deptaku, jest wciąż nieporozumieniem? Czemu częściej słychać o kuriozalnych mandatach za picie piwa metr od ogródka piwnego Lornety z Meduzą, a nigdy jeszcze nie widziałem, żeby doszło do interwencji podczas bójek? Gdzie jest Policja jak katują człowieka? Ja tego nie rozumiem.


zjeść i posiedzieć

CYFERBLAT. Z gustem i pomysłem. Za kościołem Mariackim, Damrota 6. INFO.